czwartek, 27 lutego 2014

Magia złota, Tamora Pierce 16(64)#



Magia! Magia..., ale czego?


Od dawna tak mam, że magii nigdy dość. Pochłaniam ją w każdej dostępnej formie, w każdym dostępnym stylu, bez względu na to z którego zakątka świata przybywa czy o czym opowiada. Sam się czasem zastanawiam cóż jest takiego w tych opowieściach, że tak chętnie po nie sięgam i nie mam ich dość, i nie zanoś się abym kiedykolwiek mi się znudziły.  

Magia Złota to druga część trylogii o Rebecce Cooper, natomiast już któraś z kolei książka osadzona w świecie Tortallu skonstruowanego przez autorkę już w latach 90.


W pierwszej części Klątwa opali poznajemy młodziutką Rebecce w czasie jej szkolenia na "psa" pełnoprawnego członka Gwardii pilnującej porządku w Cours. Śledzimy jej pierwsze śledztwo, w którym towarzyszy doświadczonym Tunstall i Goodwin, swoim opiekunom. Magia to opowieść o starszej zaledwie o rok Rebecce, którą czeka kolejna niezapomniana i zapierająca dech przygoda. Tym razem jednak to już zupełnie nowe zadanie wyjaśnienia skąd w obiegu znalazły się fałszywe monety? W zupełnie nowym otoczeniu, wszak prowadzone śledztwo zaprowadzi ją aż do portu Coynn. Czasem także i przy współpracy zupełnie nowych towarzyszy czy partnerów, zbiegiem okoliczności Rebecca zostaje opiekunką psa gończego, poznaje nowych znajomych a w podróży do portu musi jej wystarczyć towarzystwo...

Już po skończeniu Klątwy z niecierpliwością wyczekiwałam, części kolejnej. Zrządzeniem losu jakie lubię dostałam szansę poznać także dalsze losy głównej bohaterki. I w odróżnieniu od części pierwszej mam wrażenie, że tą czytało się znacznie szybciej, no ale i stron mniej, choć to chyba nie w tym, rzecz? Tym razem autorka funduje nam skumulowaną dawkę wydarzeń zaledwie z miesiąca pracy Beccki, więc tempo akcji również toczy się szybciej a czytelnikowi trudniej oderwać się od historii. 

Podsumowanie

Plusy i minusy książki


Och, chciała by się napisać, że książka ma same plusy i żadnych minusów. Ale po pierwsze jak mówi pewna myśl "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego", Magia absolutnie nie jest do niczego. Po drugie, o po drugim za chwilę. Do największych plusów tej serii niewątpliwie należy znakomicie przemyślany i skonstruowany w najdrobniejszym szczególe świat fantasy, który rządzi się równie dobrze dopracowanymi prawami. Bohaterowie są w nim autentyczni, barwni z charakterem. Pozornie w takich stworzonych przez autorów światach zdarzyło się już wiele przeróżnych historii. Jednak jak pokazuję  książka jest jeszcze wiele tematów, które można poruszyć. A wszystkim tym, którzy zamierzali by rzec, że książka jest schematyczna? Polecam usiąść i napisać coś odkrywczego a dopiero potem w pełni oceniać jakie coś jest.  To wróćmy do - po drugie, kilka minusów jednak jest. Osobiście liczyłam na rozwinięcie pewnego wątku (nie powiem jakiego coby nie zdradzić zbyt wiele fabuły), ale nie niestety, co sprawia, że znowu czekam na kolejną część. Tytuł oryginalny to  Bloodhound, polski Magia złota i ja się zastanawiam skąd on się wziął, bo w moim odczuciu nijak to się ma także do fabuły...? Ale to pewnie to moje czepialstwo wzięło teraz górę. Ogólnie czytując książki tego typu,  co Magia, marzę czasem, żeby choć jeden dzień spędzić w ich świecie... A to chyba jednak coś znaczy? I na koniec ogromny plus dla nas polska okładka jest o niebo lepsza od oryginalnej. O i zapomniałam o najważniejszym minusie strasznie niewygodnie się trzyma przy czytaniu ale to niej jest coś czego nie da się pokonać :) 


Jednym zdaniem 
Jednym, dwoma, nawet trzema...? A jak już przy pewnym szczególe jesteśmy to "powiem" tak gdyby nie powyższe i zapach nowości to było kilka takich momentów w czasie czytania, że czułam się tak jakbym nie czytała książki tylko właśnie jakiś stary oprawiony w skórę i pisany piórem dziennik..., to chyba jakaś Magia...? Magia tej książki. 

Cytat wart zapamiętania 
-----


Autor: Tamora Pirce
Tytuł: Magia złota
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 576
Ocena: 8
Szybkość czytania: od 2 do 4 dni



ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJE WYDAWNICTWU JAGUAR

Wyzwania:
Rekord 2014, Tyle, ile mam 4 cm, Czytam fantastykę, Świat idealny, Ma dar ma moc




Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

Klątwa opali/ Magia złota/ ...?...

środa, 26 lutego 2014

Marzenie mam... czwarte...


... partner

Marzenie mam, by mieć z kim porozmawiać, by ktoś wysłuchał mnie. Bo marzenie mam by spotkać kogoś kto partnerem były mi.







Tak, gdyż ponieważ i albowiem... lat temu kilka z kimś się rozstałam. Byłam zraniona, smutna i zła. I zamiast od razu... wrócić do "gry". Odpuściłam wymyślając świetną wymówkę w postaci innych priorytetów, które i tak jak się poniewczasie okazało diabli wzięli... A latka lecą, zegar tyka i to coraz głośniej. No niby sama mogę być zła tylko na siebie. Dlaczego? Wyjaśnienie już wkrótce ...


CDN

Wydawnicze wieści... Dreams 3 premiery


Autor:  Antonia Michaelis
Tytuł: Dopóki śpiewa słowik
Wydawnictwo: Dreams
Premiera: 7 marca 2014 r.

Opis:
Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów. I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.



Autor: Bohdan Butenko
Tytuł: Gapiszon i wędzone morze
Wydawnictwo: Dreams
Premiera: 28 luty 2014 r.

Opis:
Kolejne przygody Gapiszona, jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów komiksowych, którego wiele perypetii adaptowanych było przez Telewizję Polską w paśmie Wieczorynki. Tym razem Gapiszon poszukuje wędzonego morza, marząc o wielkich połowach!
Wędzone morze? Gdzie to jest?... Spytaj Gapiszona!


Autor: Agata Widzowska-Pasiak
Tytuł: Grzywą malowane
Wydawnictwo: Dreams
Premiera: 28 luty 2014 r.
Opis:
Kontynuacja powieści "Koń na receptę”.
Kolejne przygody Jagody i grupy dzieci, spędzających wakacje w Dąbrówce, widziane oczami nowej bohaterki, Gai.
W okolicy dzieją się niezwykłe rzeczy: inwazja królików, podejrzane ucieczki koni i innych zwierząt gospodarskich, dziwne malunki na murach Starego Młyna, muzyka dobiegająca z lasu i przemykająca postać Czarnego Maxa. To tylko niewielka część pasjonujących wydarzeń, które sprawiają, że dzieci ponownie jednoczą siły, aby rozwikłać tajemnicę białej klaczy i kolorowych koni.

Coś dla starszych i młodszych czytelników, kto zgadnie na co czekam?


Publikacja i link:
Blog, Fan Page, Google +

wtorek, 25 lutego 2014

Gruba, Natalia Rogińska 15(63)

Piękno jest w każdym z Nas

Kolejna książka o wyzwaniach jakie życie stawia współczesnym młodym kobietą. Tym razem jednak kobietą, które jeszcze układają sobie swoje życie od podstaw. I w przypadku takich książek jednym z głównych oczekiwań jest odrobina dobrego humoru oraz ciekawe nowe świeże spojrzenie na współczesny świat. 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Motylek, Katarzyna Puzyńska 14(62)


Efekt motyla

Rzadko czytuje gatunek do którego zalicza się ta książka. Przeważnie przed takimi pozycjami wzbraniam się z dwóch powodów. Pierwszy to "drastyczne" niekiedy opisy zbrodni. Drugi to na moje szczęście przyjemność trafiania na pozycję dość szablonowe i niestety co za tym idzie często mocno przewidywalne. Jednak czasem zrządzeniem losu wpadają w moje łapki i utwierdzają tylko w przekonaniu, że nie jest to typ literatury dla mnie. Jest zbyt ciężki, czyta mi się go opornie i co się z tym także wiąże poświęcam na przeczytanie takich pozycji więcej czasu a z takiego czytania mam też i mniej przyjemności.

O debiutanckiej książce Katarzyny Puzyńskiej, nauczycielki akademickiej na wydziale psychologi, pod tytułem Motylek dowiedziałam się całkiem przypadkowo. Mianowicie nie mogąc sobie chwilowo pozwolić na pewien zakup, przez przypadek trafiłam na dwu etapowy konkurs, w którym do wygrania tablet. Zadanie pierwszego z nich nie było trudne? "Dlaczego to właśnie do twoich rąk powinna trafić książka "Motylek" Katarzyny Puzyńskiej?" Jednak wcześniej nic nie słyszałam o książce. Czytuje a przynajmniej staram się czytać książki, z których przeczytania mogę mieć jakąś przyjemność, więc pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam gatunek... br... myślę sobie. Potem opis, no może nie będzie tak źle pomyślałam lekko przerażona, zepnę się w sobie i jakoś przeczytam? Raz kozie śmierć dam sobie szansę na spełnienie jednego z marzeń, nie licząc na zbyt wiele wysłałam zgłoszenie podając cztery powody i udało się znalazłam się w grupie dwudziestu szczęśliwców, którzy przeszli do etapu drugiego. Ucieszyłam się a jakże tylko, że koniec mojej radości nastąpił wkrótce. Kiedy tylko książka do mnie przybyła to dopiero byłam zła na siebie. Na co ja się porywam? Przecież w życiu nie przebrnę przez niewiele ponad 600 stron "kryminału". Jednak odwrotu nie było...

Mroźny styczniowy poranek w małej wieś Lipowo, stworzonej i umiejscowionej przez autorkę gdzieś na mazurach. Gdyby nie tragiczny wypadek samochodowy, w wyniku, którego ginie zakonnica, pewnie nie różnił by się niczym szczególnym. Lipowo to typowa wieś, w której wszyscy mieszkańcy znają się na wylot, doskonale wiedząc co dzieje się u sąsiadów za miedzy. A miejscowy sklep, kościół czy inny zakład usługowy jest niczym miejskie centrum kultury i plotek. Sprawa wypadku nie wydaję się trudna, wszak wystarczy tylko odnaleźć sprawce, który zbiegł z miejsca wypadku. Dlatego też zostaje ona powierzona miejscowej jednostce policji. 

To początek akcji, która im dalej w książkę, tym szybciej i więcej się dzieje. I ku mojemu zaskoczeniu na czas czytania Motylka człowiek staje się zupełnie stracony dla świata. Zostaje, wciągnięty w wir zdarzeń i całą akcje tak, że nie spocznie do póty, do póki nie rozwikła całej sprawy. Dodam może, że nie jest to tylko moje odczucie. Bo kiedy ja skończyłam czytać, za książkę zabrała się moja mama i również przepadła na długie godziny. Fakt bohaterów w książce jest wielu, jedni mogą twierdzić, że są szablonowi i nijacy ale według mnie to nieprawda. Oni są z życia wzięci, tak jakby autorka pojechała do pierwszej lepszej wsi w Polsce i poobserwowała mieszkańców a potem napisała o nich książkę. Zaskakujące jest także to, że zarówno ja jak i moja mam na różnych etapach prowadzonego przez policję z Lipowa śledztwa wpadałyśmy na bardzo podobne pomysły rozwikłania tajemniczego wypadku zakonnicy. Akcja powieści to generalnie raptem wydarzenia z kilku dni na co wskazują daty zamieszczone przy każdym rozdziel, więc tempo wręcz ekspresowe. Dodatkowo za sprawą kolejnych tajemnic poszczególnych mieszkań wsi, które autorka w sprawny sposób ze sobą przeplata i samą książkę czyta się w ekspresowym tempie. 

Podsumowanie
Plusy i minusy książki
Do tych pierwszych, jeśli to było zmierzone zaliczyłabym to o czym wspomniałam wcześniej. Bo nie wydaje mi się, że jest to przypadek, że dwóch czytelników wpada na podobne pomysły? Swoją drogą ciekawa jestem czy inni czytelnicy książki też wpadali na takie pomysły? Ale było i tak, że obie z mamą w przypadku pomniejszych sekretów niektórych bohaterów, które się w książce pojawiają poradziłyśmy sobie same. Ogólnie nie przepadam za czymś takim w przypadku kryminałów bo cóż to za przyjemność kiedy już na początku czytelnik jest w stanie wskazać winnego? Jednak w przypadku Motylka jest to, przyjemna sprawa. Bo pomimo, iż w kilku przypadkach udało nam się rozwikłać tajemnice. To już samo zakończenie było zupełnym zaskoczeniem, na które sama w żaden sposób bym nie wpadła. Za to sprawnie prowadzone przez autorkę wielokrotnie wpadałyśmy na bardzo zbieżne hipotezy. Bardzo przyjemnie odebrałam, też sposób w jaki Pani Katarzyna przeplata ze sobą różne wątki, postacie i ich sekreciki, stopniując w ten sposób napięcie i wprowadzając w odpowiedni klimat. Co zaś się tyczy minusów. To cóż nie przepadam za nie rozwiązanymi sprawami, a w moim odczuciu dwa wątki poboczne nie zostają w pełni wyjaśnione oraz no, cóż ale tempo rozwikłania sprawy. Niespełna dwa tygodnie to mało realne w przypadku Polskich realiów. Ale jak by to powiedziała moja mama "Oj, tam! Oj, tam! Czepiasz się!" I pewnie tak jest, wszak czasem muszą być jakieś niedomówienia, tak aby czytelnik mógł sam sobie dopowiedzieć zakończenie. A szybkość rozwiązania sprawy...?

Jednym zdaniem 
KLIK
Hm..., początkowa wizja podsumowania recenzowanej książki jednym zdaniem coraz częściej od tego odbiega. Ale dochodzę do wniosku, że są takie książki, których nie da się, tak po prostu opisać tylko jednym zdaniem. Wysyłając zgłoszenie, miałam kilka skojarzeń z tytułowym słowem Motylek, teraz już mam kolejne. A co się tyczy Efektu motyla, wydaje mi się, że książka w jakiś sposób ukazuje mechanizm tego efektu. Przypominając, że wydarzenia z pozoru, z nami nie związane, mogą zapoczątkować czy tego chcemy czy nie, zmiany i w naszym życiu, bo nie znamy dnia ani godziny, kiedy nasze sekrety mogą ujrzeć światło dzienne. W tym przypadku pokuszę się także o stworzenie nowego zwrotu "Efekt Motylka", bo pierwszy raz z niecierpliwość oczekuję kolejnej książki kryminalnej tego samego autora i niewątpliwe to efekt tego jaka bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie "Motylek". 

Cytat wart zapamiętania 
Cytatów tym razem brak, bo uważam, że jeśli nie zapamiętania, to na pewno cała książka watra jest po prostu przeczytania. Pod czym i moja mama się podpisuje.  

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Motylek
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 608
Ocena: 9
Szybkość czytania: od 2 do 4 dni


Wyzwania:
Rekord 2014, Tyle, ile mam 4 cm

Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

niedziela, 23 lutego 2014

Dobre myśli ...




... trochę szczęścia


Jak zapowiadałam tydzień temu, dobre myśli na początek nowego tygodnia niezależnie od tego który z dni uważacie za jego początek. Dziś myśl nie przypadkowa a dlaczego? Tego dowiecie się jutro a tymczasem...






Ten pan to Nathaniel Hawthorne (1804 - 1864) amerykański powieściopisarz i nowelista, który 1850 roku zasłyną dziełem Szkarłatna litera. Ja dziś za to prezentuje jego słowa o tym czym jest szczęście. 



"Szczęście jest jak motyl:
kiedy usiłujesz je złapać,
zawsze wymyka ci się z rąk.
Ale jeśli cichutko usiądziesz,
to może samo do ciebie przyleci."


To, ja już siedzę grzecznie i czekam, może przyleci...?

Publikacja i link:
Blog, Fan Page, Google +

sobota, 22 lutego 2014

Matecznik, Agnieszka Grzelak 13(61)

Matecznik - Agnieszka Grzelak

Matka Polka?

Współczesna literatura kobieca poruszyła już chyba wszystkie stojące przed współczesnym kobietami sprawy, problemy, trudne wybory. Próbując odpowiedzieć na przeróżne pytania tudzież niekiedy podsunąć jakieś rozwiązania lub przynajmniej ukazując inny punkt widzenia. Sięgam coraz częściej. Na Matecznik skusiłam się patrząc na malowniczy sielski obrazek z piękną zadbaną kobietą w niczym nie przypominającej głównej bohaterki matki czterech córek w przedziale wiekowym 3 - 10 lat. Oczekując zabawnej historii.
Autorka książki ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie, ale od dziecka marzyła o pisaniu książek. Mieszka pod Warszawą z mężem i czterema córkami.

I cóż  za zbieżność. Książka to dziennik Kamili, matki czterech dziewczynek (Tosi 10 lat, Joni 8 lat, Majki 6 lat i Duszki 3 lata). Opisane dzień po dniu zmagania owej bohaterki z szarą codziennością... Gdzie od czasu do czasu pojawia się mąż Franciszek, jacyś dziadkowie. 

Powiem tak! Ja tego nie kupuje, zdaje sobie sprawę, że codzienność kobiet nie jest usłana różami. Życie to nie bajka, ale po to sięgam po książki by właśnie o tym choć przez chwile nie myśleć, by choć właśnie przez chwile przenieść się w jakiś inny świat. 

Podsumowanie
Plusy i minusy książki
Plusy ładna okładka i na tym koniec. Generalnie książka sprawia na mnie wrażenie, że jest to opis czyichś frustracji. No, fakt sama nie mam dzieci ale to nie znaczy, że nie wiem jak to jest... zajmować się dziećmi. Natomiast bohaterka sprawia przez cały czas wrażenie zmęczonej, niezadowolonej z życia kobiety, której na dodatek dzieci tylko przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu czy nauce czterech języków obcych na raz. Ciągłe narzekanie bohaterki jak to ma źle męczy i zniechęca do czytania. A poza tym "mówiąc" szczerze, znam wiele współczesnych kobiet, które są w o wiele gorszych sytuacja... są same z dziećmi, nie mają do pomocy przy dzieciach sztabu ludzi w postaci dziadków, a więcej w nich radości życia, co nie znaczy, że nie czują zmęczenia. 

Jednym zdaniem 
Szkoda słów... 

Cytat wart zapamiętania 
Tym razem cytat, no może raczej fragment. Nie  w kategorii "watr zapamiętania", ale niestety zapamiętany. "Czasem więc marzy mi się taka porządna, pracowita, oddana rodzinie i dyskretna osoba. (...) Może jeszcze powinnam zaproponować jej herbatę, żeby nie czuła się traktowana przedmiotowo?" (Matecznik, str. 17) I jednym takim fragmentem autorka zraziła mnie do swojego dzieła. Bohaterka wymienia listę cech jakie powinna posiadać idealna dla niej osoba na stanowisko gosposi. Podkreśla też, że co z tego, że zyska jakiś tam czas na sprzątaniu jak straci go na pogawędkach z ową gosposią. Trzeba dorosnąć i uświadomić sobie, że przede wszystkim gosposia przychodzi do nas, do pracy ale właśnie nie traktując jej przedmiotowo i od czasu do czasu proponując jednak herbatę czy dziesięć minut swojego jakże cennego czasu można zyskać coś więcej niż tylko dyskrecję czy oddanie rodzinie. Bo co jest najbardziej smutne to w moim odczuciu właśnie takie podejście jakie prezentuje bohaterka świadczy o przedmiotowym traktowaniu drugiego człowieka. 

Autor: Agnieszka Grzelak
Tytuł: Matecznik
Wydawnictwo: W drodze
Liczba stron: 348
Ocena: 3
Szybkość czytania: powyżej 7 dni


Wyzwania:
Rekord 2014, Tyle, ile mam 2,6 cm

Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

piątek, 21 lutego 2014

Subiektywnie - Obiektywne ... Prawa



... 1

Subiektywnie - Obiektywne to nowy co dwu tygodniowy cykl, który chwiałabym zaproponować. Co w nim będzie? Z założenia rozważania i ciekawostki na tematy związane z książką,  czytelnictwem a może także wydarzeń kulturalnych. Dlaczego taka nazwa na sam cykl Subiektywnie bo takie powinno być - Obiektywne bo tego nie da się uniknąć i czasem jednak bardziej moje. Mając nadzieję że przyjmie się na blogu na dłużej, co pokaże czas zapraszam na pierwsze rozważania. 


Jak wspomniałam jakiś czas temu, miałam już pewne notki w wersjach roboczych, ale zamieszania i kombinację spowodowały, że poszły był w niebyt. A sam pomysł na dzisiejszy temat jak to w życiu bywa pojawił się przez przypadek. Miało być co innego, ale szukając materiałów do "czego innego" trafiłam na inny ciekawy temat. 

Czy znasz swoje prawa?

Daniel Pennac.jpg
Ten pan obok to francuski powieściopisarz Daniel Pennac, który stworzył Dziesięć praw czytelnika. Poniżej zaprezentuje je wszystkie, spróbuje je zinterpretować i może zdradzę, które z nich sama stosuje.

1. Prawo do nieczytania, dziwne jak na prawo czytelnika choć przyznam że bezwiednie przez całą edukację szkolną korzystałam z niego na potęgę mówiąc książką stanowcze NIE!

2. Prawo do opuszczania stron, tego akurat nie rozumiem. W sensie jego stosowania. Bo po co czytać książkę skoro nie czyta się jej dokładnie. Czy można mieć z tego jakąś przyjemność?

3. Prawo do nie kończenia książki. Choć rzadko się to, zdarza przyznaje bez bicia, że i jak mogę wymienić kilka takich książek, które odłożyłam nie skończywszy. 

4. Prawo do czytania byle czego. W sumie to fajnie mieć wybór ale prędzej to przypadek niż świadomy wybór, że zdarza się przeczytać jakieś "byle co" a w tym przypadku może warto pamiętać o poprzednim. 

5. Prawo do czytania byle gdzie. I to jest bardzo użyteczne prawo wszak wiadomo nie od dziś, że mol książkowy znajdzie wiele miejsc idealnych do tej czynności. 

6. Prawo do czytania raz tego, raz owego. Tak to fajne ale ja i bez tego stosuję tą zasadę. Bo co za dużo to nie zdrowo i czasem trzeba przeczytać książkę z innego gatunku. 

7. Prawo do ponownego przeczytania. Oj, bardzo chętnie tylko kiedy? Skoro jest jeszcze tyle nowych do przeczytania

8. Prawo do czytania na głos. Do tego mam awersję jeszcze ze szkoły. Br...

9. Prawo do nie mówienia o lekturze. Odkąd prowadzę bloga nie wyobrażam sobie tego ale dobrze wiedzieć, że tak owe posiadam. 

10. Prawo do zatopienia się w lekturze, uznania świata fikcyjnego za realny. Zatapiam się w lekturze nie raz. A co do uznania świata fikcyjnego za realny? Pozwolę sobie przemilczeć. 


To, które podoba się wam najbardziej?
Z którego korzystacie nawet o tym nie wiedząc?
A z którego nie skorzystacie w ogóle?


Publikacja i link:
Blog, Fan page, Google +

czwartek, 20 lutego 2014

Wystrzałowa dziewiątka, Janet Evanovich 12(60)#

Stephanie Plum - Wystrzałowa Dziewiątka

Wpaść jak Śliwka w kompot?

Każdy z czytelników znających choć jedną część o przygodach sławnej Stephanie Plum tudzież miłośników jej historii. Bez problemu może domyśleć się, o co mi chodzi z tym wpadaniem. Dla pozostałych wyjaśnię, wystarczy przeczytać jakąkolwiek część o Plum a czytelnik wpada niczym śliwka w przysłowiowy kompot, bo chce więcej. Zaś sama bohaterka również ma pewne ku temu zdolności, to jest znaczy się wpada i owszem najczęściej w tarapaty...



Tym razem wystrzałowa dziewczyna, nieprzejednana łowczyni głów zatrudniona w firmie kuzyna. Dostaje od niego zadanie odnalezienia Singha hindusa, za którego poręczył Vinnie, a żeby było jej łatwiej wespół z Komandosem... Tworząc mieszankę iście wybuchową. Jak, w poprzednich znanych mi częściach nie obejdzie się bez tarapatów, kłopotów i niewytłumaczalnych na pozór zdarzeń. Nie zapomnijmy oczywiście o życiu prywatnym Stephanie, tak, tak babcia Mazur, siostra oraz oczywiście Morelli.

Lekka, przyjemna, humorystyczna książka. Pisana w znanym, dobrym stylu. Główna bohaterka z tysiącem pomysłów na minutę, której inne postacie depczą po pietach i również miewają swoje a jakże wystrzałowe pomysły. Przyznam, że poprzednie części także mnie rozbawiały, ale nie przypominam sobie, żeby następowało to jeszcze przed otworzeniem książki jak w tym przypadku..., bo tylko czytając opis z okładki byłam rozbawiona i tak zostało mi już do końca książki. 

Podsumowanie
+
- Książka, dla każdego, na każdą porę roku, w każdych okolicznościach
- Wymaga od czytelnika jedynie odwagi i odrobiny czasu
w zamian dając przednią zabawę i przyjemne chwile wytchnienia

-
- Za szybko się kończy...

Jednym zdaniem 
Ja już wpadłam i uwielbiam przygody o Śliwce.

Cytat wart zapamiętania 
-----

Autor: Janet Evanovich
Tytuł: Wystrzałowa dziewiątka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 384
Ocena: 9
Szybkość czytania: 2 dni
Dla tych, których nie przekonała recenzja
albo nadal nie zdecydowani polecam
fragment pierwszego rozdziału Wystrzałowej dziewiątki 
Wyświetlanie EVANOVICH_Wystrzalowa9_960x200.jpg
KLIK
Wyzwania:
Rekord 2014, Tyle, ile mam 2,2 cm

Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

Jak upolować faceta/Po drugie dla kasy/ Po trzecie dla zasady/ Zaliczyć czwórkę/ Przybić piątkę/ 
Po szóste nie odpuszczaj/ Szczęśliwa siódemka/Ósemka wygrywa/ Wystrzałowa dziewiątka

środa, 19 lutego 2014

Sekretny układ, Caitlin Kittredge 11(59)#


Tajemnice i sekrety, czyli czy wszystko da się ukryć?

Przyznam szczerze, że po pierwszej części Ryzykowny układ nie chętnie zabrałam się do czytania tym razem Sekretnego układu. Bałam się, że czeka mnie kolejne godziny czytania bez przyjemności, przerywane momentami myślenia o nie czytaniu książki do końca wszak jej poprzedniczka  to mocna książka, która jak się okazuje nie do końca podbiła moje czytelnicze serce. 


Jacka i Pete znowu czeka zadanie. Tym razem zdecydowali się wspólnie rozwikłać zagadkę pewnego zlecenia. I wszystko poszło by gładko, sprawnie i nudnie gdyby nie odezwały się demony przeszłości. Dosłownie i w przenośni czy Jack chce czy nie zaczyna gonić przeszłość. Próbuje z nią walczyć a żeby było ciekawiej wszytko to robi w celu ochronienia Pete, co rozumie się samo przez się, iż jest to jedne wielki SEKRET...

I tu ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu co osobiście bardzo lubię, książkę czytało się bardzo szybko. Akcja i jej tempo na tym samym poziomie co w części pierwszej. Bohaterowie nie tracą swojego mocnego charakteru, no może stają się trochę bardziej rozluźnieni albo po prostu zakopują "topór wojenny".  Zaczyna pojawiać się elementy humorystyczne, a może raczej dowcipy w sarkastycznym stylu...? To też przez co mam słabość do niektórych książek, lubię czasem się uśmiechnąć czytając, ba czasem jak jest to bardziej zabawny moment miewam wizualizację... i w przypadku Sekretu bywały właśnie takie momenty w odróżnieniu od poprzedniej książki autorki. Mniej mroczna, za to bardziej wciągająca, ale nadal nie naganie skonstruowana historia.   

Podsumowanie
+
- W moim odczuciu ciekawsza fabuła niż w Ryzykownym układzie, 
co wpływa zarówno na szybsze czytanie jak i ogólny odbiór książki,
- Zupełnie zaskakujące zakończenie..., powoduje to, że ja chcę kolejną część!

-
- Momentami, powrót do przeszłości, czytaj co za słownictwo to jest minusy Ryzykownego. 

Jednym zdaniem 
Kiedyś dawno, dawno siostra opowiadała mi o sloganie 
jaki zobaczyła będą na wycieczce w Londynie na jakiejś koszulce
"Grzeczne dziewczynki idą do nieba, nie grzeczne jadą do Londynu" 
od tamtej pory twierdze, że zawsze chciałam zobaczyć Londyn,
i zobaczyłam, na razie na stronach książki, 
ale w jakiś sposób potwierdza ona powyższy slogan...
Oj, dzieje się w tym Londynie!


Cytat wart zapamiętania 
"Że jak już mam szczęście w życiu, to ma ono zawsze zeza." 
(Sekretyn układ, str. 292)

Autor: Caitlin Kittredge
Tytuł: Sekretny układ
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 432
Ocena: 8
Szybkość czytania: 4 dni

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJE WYDAWNICTWU JAGUAR


Wyzwania:
Ma dar, ma moc, Czytam fantastykę, Rekord 2014, Tyle, ile mam 2,5 cm

Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

Black London: Ryzykowny układ/Sekretny układ/...?...

wtorek, 18 lutego 2014

W obiektywie


... 2

Ostatnio próbowałam zrobić trochę zdjęć z książką w roli głównej, sprzęt niestety nie najlepszy, a i wena jakaś marna...? Dlatego dziś focie z sieci - Czego to ludzie nie wymyślą?


poniedziałek, 17 lutego 2014

Ryzykowny układ, Caitlin Kittredge 10 (58)#


Czy pasuje mi,

taki układ...?


To, że lubię fantastykę jest wiadome nie od dziś, ale czy dark fantasy też się wpisuje w to co lubię? Sądząc po bardzo kuszącym opisie Ryzykownego układu byłam skłonna stwierdzić, że tak i owszem. Wszak to też fantastyka aczkolwiek o nieco mroczniejszym klimacie.

niedziela, 16 lutego 2014

Dobre myśli...

... na początek

Niektórzy twierdzą, że niedziela to pierwszy dzień tygodnia inni za taki dzień uznają poniedziałek. A ja niezależnie od powyższego pomyślałam, że co niedzielny  wieczór własnie tak na dobry początek tygodnia znajdę jakiś piękny cytat, przysłowie albo złotą myśl i podzielę się nią z Wami...


Wydawnicze wieści... W pewnym teatrze lalek, Lidia Miś premiera 23 luty

Autor: Lidia Miś
Tytuł: W pewnym teatrze lalek
Wydawnictwo: Dreams

Opis:
Do teatru lalek przybywa nowa marionetka Perełka. Jest niedoświadczona i nigdy nie występowała na scenie. Do roli aktorki pomagają jej przygotować się nowi przyjaciele: Kamilla, Babcia, Miś i Kaczka. Plejada marionetek, jawajek i pacynek wiedzie na pozór beztroskie życie, co rusz wcielając się w nowe kreacje. Okazuje się jednak, że aktorstwo niesie ze sobą wiele wyzwań, a teatr jest czymś więcej niż pracą – jest całym ich światem!

środa, 12 lutego 2014

Marzenie mam... trzecie...



 ... łyżwy 

Marzenie mam, by włożyć łyżwy, by piruetów się nauczyć. Bo marzenie mam by pójść na łyżwy.






Nim opiszę dokładniej to marzenie, będę musiała się Wam do czegoś przyznać. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to będzie szok, dla innych coś, co w ogóle nie mieści się w głowie, jeszcze inni będą się śmiać. Ale chce być z wami uczciwa. Marzy mi się pójść na łyżwy. Jednak po pierwsze nie mam łyżw i z tym można sobie jeszcze jakoś poradzić. Nie miała bym z kim a samej smutno, ale i na znalazła by się rada.

I teraz usiądźcie, nie chciała bym aby komuś coś się stało. Chodzi o główną przyczynę braku możliwości realizacji tego marzenie... bo ja... dobra już czuję, że się śmiejecie. Bo ja..., dobra napiszę Wam.  JA NIE UMIEM JEŹDZIĆ NA ŁYŻWACH. 

Ha, no naprawdę czy to, aż takie śmieszne....?

Pójść na łyżwy 


Dopiski do..., czyli nowości i zapowiedzi - luty 2014


Nowości

Uśpione marzenia, Natalia A. Bieniek (Replika)

Niesamowita opowieść o kobietach, którym przyszło żyć w nowej erze, erze narcyza.

Anka jest przedsiębiorczą bizneswoman, dla której słowa: sukces i samorealizacja brzmią jak przykazania. Stworzyła idealną rodzinę z przystojnym, bogatym Piotrem i dwójką udanych dzieci. Posiada dom, o którym większość może tylko pomarzyć, ale czy to życie rzeczywiście jest jak z bajki?
Ewa wciąż nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi. Po skończonych studiach filologicznych ciągle pracuje tylko dorywczo. Pragnie jednocześnie stabilizacji i beztroski. Dążenie do wzoru kobiety niezależnej nie pozwala jej związać się z Michałem. Kryzys gospodarczy przewraca jej życie do góry nogami.
Anna i Ewa są jak dwie strony tej samej monety, jednak nigdy się nie rozumiały. Jakże różne są marzenia wicedyrektor banku od pragnień jej niesamodzielnej finansowo, pozbawionej stałego zatrudnienia siostry.
Czy postawione przez los na tak innych pozycjach osoby będą potrafiły w ogóle znaleźć ze sobą wspólny język? Śmierć matki sprawia, że siostry zbliżają się do siebie. Dokonują szokującego odkrycia z przeszłości, które pozwoli im odnaleźć uśpione dotąd marzenia...
Tym, którym sam opis nie wystarczy zapraszam do recenzji.

wtorek, 11 lutego 2014

Poza czasem, Alexandra Monir 9 (57)#


Poza czasem - Alexandra Monir

Na wszystko przychodzi odpowiedni czas...?

Fantastyka, mój ulubiony gatunek, który porusza wiele aspektów wyobraźni i zjawisk nie do końca człowiekowi znanych owianych tajemnicą, legendą czy po prostu nie wyjaśnionych będących tylko przypuszczeniem, że tak zdarzyć się mogło. Jednym z takich tematów jest zagadnienie podróży w czasie. Do tej pory wśród wielu fantastycznych tomów, które czytałam raz trafiłam na serie książek której fabuła toczyła się właśnie w temacie takich podróży. Kiedy tylko dowiedziałam się o Poza czasem od razu się nią zainteresowałam poznanie innej historii o takich podróżach, do tego sądząc po okładce lekka i dziewczęca. To ja poproszę bardzo chętnie. 


Michele Windsor wychowywaną przez matkę, opuszczoną przez ojca. Spotyka coś czego przewidzieć się nie dało a skutkiem tego jest całkowita zmiana dotychczasowego życia łącznie z przeprowadzką do Nowego Jorku, gdzie mieszkają jej dziadkowie, których dopiero będzie musiała poznać. I to nie koniec ale dopiero początek rodzinnych tajemnic do wyjaśnienia. Z tym, że niektóre przyjdzie jej rozwiązać w trochę innych okolicznościach ... czasowych. 

Autorka Alexandra Monir wokalistka, kompozytorka za sprawą książki w roli debiutującej pisarki. Przynosi czytelnika w zupełnie inny świat. A raczej różne oblicza tego samego świata... wszak mamy tu różne wydarzenia i historie na przestrzeni lat począwszy od 1910 roku po czasy współczesne. Pani Monir używa prostego języka do opisania fabuły i bohaterów, ci zaś są barwni i konkretni mają swoje problemy, uczucia co umożliwia czytelnikom lepiej wczuć się w toczące, się w książce wydarzenia. Mnie urzekła w kilku momentach bardzo mocno i jeszcze kilka dni po przeczytaniu byłam myślami w jej świecie. Odwiedziłam także stronę autorki i poznałam... a zresztą sami zajrzyjcie

Podsumowanie 

Plusy

- Autorka, zna się na muzyce i sprawnie wykorzystuje tą wiedzę wplatając w wydarzenia muzyczne rytmy minionych epok, dzięki czemu stają się one jeszcze bardziej autentyczne,
- Sprawdzona już przez dwie czytelniczki, książkę czyta się w bardzo szybkim jedno dniowym tempie,
- Książka ta mi (25+) się spodobała,  tak się nią zachwyciłam, aż zaciekawiło to moją mamę i też przeczytała z zadowoleniem (50+), czyli dowód na to, że to pozycja dla czytelnika w różnym wieku. 

Minusy

- Ja chce do XIX wieku :)

Jednym zdaniem 

Współczesna bajka, dla kobiet małych i dużych w różnym wieku, a może nawet z rożnych wieków.

Cytat wart zapamiętania

"Czuła się, jakby skakała na główkę w otchłań papierowych kartek."
A ja czytając książkę stopniowo i powoli również zatapiałam się w otchłań jej zdarzeń. 


Autor: Alexandra Monir
Tytuł: Poza czasem
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320
Ocena: 8
Szybkość czytania: 1 dzień

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Jaguar


Wyzwania:
Ma dar, ma moc, Czytam fantastykę, Rekord 2014, Tyle ile ma...2 cm

Publikacja i link:
Blog, Lubimyczytac.pl, Granice.pl, Fan page, Google +

czwartek, 6 lutego 2014

Wydawnicze wieści... Red Rising. Złota krew, Pierce Brown - premiera 5 marca


Red Rising

Autor: Pierce Brown
Tytuł: Red Rising. Złota krew
Wydawnictwo: Drageus

Opis:
Darrow jest zwykłym górnikiem w kolonii na Marsie. No, może nie takim zwykłym, bo wykonuje niebezpieczną pracę Helldivera. Jednak należy do najniższej kasty.W dodatku nie ma ambicji, żeby przebić się wyżej, zresztą w jego świecie to zwyczajnie niemożliwe. Człowiek rodzi się i umiera dokładnie w tym samym miejscu, w tym samym układzie. Lecz nagle w życiu Darrowa zdarza się coś, co sprawia, że wszystko staje na głowie, a niemożliwe staje się możliwe. Nieszczęście może człowieka przytłoczyć, ale może też zeń wydobyć niesamowitą energię. Dopiero kiedy chłopak wyrywa się z ciasnych ograniczeń kolonii, zaczyna dostrzegać, jak funkcjonuje świat, w którym przyszło mu żyć. W dodatku może w tym świecie zostać bogiem… a właściwie jednym z bogów. Jednak aby to osiągnąć, musi walczyć, zapomnieć w dużej mierze, kim był przedtem.

Pierce Brown przedstawia uniwersum pełne skrajności. To rzeczywistość obca nam, choć oparta na nieobcych podstawach. Autor nabudowuje świat na doskonale znanych nam mitach, z tym że to ludzie są tutaj zarówno bogami, jak i ostatnią mierzwą, bezwzględnie wdeptywaną w ziemię. Brown w mistrzowski sposób prowadzi akcję, trzymając czytelnika w ciągłym napięciu. I jeśli nawet ktoś podczas lektury zyska pewność, że wie, co się za chwilę zdarzy, tak naprawdę jest w błędzie.


Ja czekam, a Wy?


Publikacja i link:
Blog, Fan Page, Google +

Czytelnicy...


...witam


Jak zdążyliście zauważyć, pozmieniało się na blogu. Nazwa, adres, wygląd..., fan page też trochę zmieniony. Jestem kobietą, a wiadomo, że ta zmienną jest. Z powyższym nosiło mnie już o grudnia, aż nastał ten dzień. Przypływ chwili. Jak czasem przy takich sprawach bywa nie obeszło się bez strat.
Wykasowałam sobie przy tym dwie wersje robocze recenzji, jutrzejszy post z nową propozycją dla Was. I cóż prace trwają ale mam nadzieję, że do końca miesiąca ogarnę temat bez większych problemów i oczywiście bez dalszych strat. Chyba, że czasowych, ponowne pisanie recenzji i innych zaplanowanych nowości na blogu. Trzymajcie kciuki a ja biorę się do roboty.


Publikacja i link:
Blog, Fan Page, Google +